🤡 Parszywy Grubas – błąd w Matriksie mediów społecznościowych

Gdybym miał podsumować swoją internetową karierę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono:

„Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych, którego nikt nie naprawił, bo najwyraźniej zabrakło na to aktualizacji.”

📱 Niechciany Influencer

Niechciany Influencer – człowiek, który zrobił karierę na braku kariery.

Nie zdobyłem internetu dzięki talent show.
Nie wygrałem castingu.
Nie mam sztabu PR.
Nie mam menedżera, który rano dzwoni i mówi:

„Musimy porozmawiać o Twojej marce osobistej.”

Moja marka osobista powstała przypadkiem.

Ktoś kliknął.
Ktoś obejrzał.
Ktoś skomentował.
Ktoś napisał „co ty odpierdalasz?”.

I tak narodziła się kariera.

🐷 Parszywy Grubas to nie tylko człowiek.

To stan umysłu.

To wewnętrzny głos, który pojawia się wtedy, gdy wszyscy dookoła mówią:

„Zachowajmy profesjonalizm.”

A ja odpowiadam:

„Dobrze… ale najpierw zobaczmy, jak bardzo można ten profesjonalizm zepsuć.”

Patrzę na świat i widzę rzeczy, których normalny człowiek czasami woli nie zauważać.

Influenser mówi:
„Uwierz w siebie!”

Ja:
„Najpierw znajdźmy siebie. Potem zobaczymy, czy warto wierzyć.”

Guru mówi:
„Wstawaj o 5:00 i realizuj swoje cele!”

Ja:
„O 5:00 to ja realizuję sen. I na razie idzie mi świetnie.”

Motywator mówi:
„Nie poddawaj się!”

Ja:
„Czasami warto. Szczególnie jeśli próbujesz otworzyć słoik ogórków.”

💩 Moja filozofia życiowa

Nie wiem, czy to ma sens.

Ale na pewno ma pointę.

Nie wiem, dokąd zmierza ten internet.

Nie wiem, dokąd zmierza moja kariera.

Nie wiem nawet, dlaczego algorytm nadal mnie nie usunął.

Ale wiem jedno:

jeżeli życie daje Ci cytryny — zrób lemoniadę.

A jeżeli daje Ci internet…

zrób z niego gówniany kanał i udawaj, że to strategia marketingowa.

🎤 Parszywy Grubas

Nie jestem ekspertem.
Nie jestem guru.
Nie jestem wzorem.

Jestem człowiekiem, który dostał mikrofon i najwyraźniej nikt nie miał odwagi mu go odebrać.

Niechciany Influencer.
Kariera bez kariery.
Strategia bez strategii.
Pointa bez sensu.

Parszywy Grubas – bo ktoś musiał powiedzieć to, czego algorytm wolałby nie usłyszeć.

Błąd w Matriksie: Dlaczego nie pasuję do tego internetu (i dobrze mi z tym)

Gdybym miał podsumować swoją internetową karierę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono dokładnie tak: Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych.

W świecie perfekcyjnie zaprogramowanym na sztuczne uśmiechy, estetyczne śniadania z awokado, filtry wygładzające rysy twarzy i motywacyjne cytaty o „wychodzeniu ze strefy komfortu”, ja pojawiam się jak złośliwy wirus, który psuje cały ten wyidealizowany, pastelowy kod. System po prostu nie wie, do jakiego folderu mnie wrzucić.

Czym dokładnie objawia się ten systemowy błąd?

  • Odporność na cyfrowe trendy: Kiedy algorytm wymusza tańczenie do viralowych piosenek i robienie z siebie pajaca w 15-sekundowych rolkach, ja staję przed kamerą i zrzucam ładunek w postaci 100% autorskiego, ciężkiego, czarnego humoru. Uderzam w najczulsze, wyparte punkty tego sztucznego społeczeństwa, co zazwyczaj kończy się paniką algorytmu i ucinaniem zasięgów.
  • Brutalna rzeczywistość zamiast kreacji: Matrix kocha ludzi, których jedynym zajęciem jest „bycie w internecie”. Moje życie to twardy grunt. Od 1991 roku taplam się w smarze przy serwisowaniu myjni samochodowych, a jak trzeba, to reanimuję zatarte silniki w warszawskich serwisach fitness. Znam zapach prawdziwej, często brudnej roboty, dlatego dramaty internetowych twórców wywołują u mnie wyłącznie szczery, cyniczny rechot.
  • Unboxingi, jakich nikt nie chce: Zamiast rozpakowywać paczki PR-owe z luksusowymi kosmetykami, robię „unboxing” zardzewiałych rynien, nagrywając je z drona podczas inspekcji dachów, albo pokazuję spalone wnętrzności bieżni, na której ktoś próbował zrzucić frustrację.

Algorytmy wielkich platform są napisane po to, by głaskać użytkowników po głowach, podtrzymywać ich w bańce iluzji i bez przerwy wciskać kody rabatowe na rzeczy, których nie potrzebują. Moja 18-letnia szkoła przetrwania na scenie komediowej sprawiła, że nie potrafię i nie zamierzam się do tego dostosować.

Jestem tym zgrzytem na twardym dysku, który przypomina, że prawdziwe życie to nie jest wyreżyserowane story. Jestem niewygodny, jestem bezkompromisowy i dopóki ten wirtualny Matrix całkowicie mnie nie wykasuje, zamierzam z przyjemnością być jego najbardziej parszywym, psującym krew błędem.

Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych

Gdybym miał podsumować swoją internetową karierę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono: Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych. I to nie jest żadna przesadzona metafora. To jest czysta, niepodważalna prawda. Algorytm YouTube’a patrzy na mnie i widzi dziwną, tłustą plamę na ekranie. TikTok banuje mnie zanim jeszcze zdążę powiedzieć „dzień dobry”. Facebook sugeruje, żebym może jednak zapłacił za zasięgi, bo organicznie to ja mam tyle samo szans co śnieżka w piekle. A Instagram? Instagram myśli, że jestem kontem do sprzedaży używanych opon. I wiecie co? To jest najpiękniejsza rzecz, jaka mogła mi się przytrafić.

Bo jak jesteś błędem w systemie, to nikt nie oczekuje, że będziesz działał poprawnie. Nikt nie oczekuje, że będziesz ładny, schludny, poprawny politycznie. Nikt nie oczekuje, że będziesz sprzedawał marzenia. Możesz po prostu być. I mówić, co myślisz. A ja mówię. I to jest moja siła. Nie muszę być idealny. Muszę być prawdziwy. A prawda jest taka, że media społecznościowe to fabryka złudzeń, a ja jestem tym gościem, który przyszedł do fabryki i powiedział: „Ej, a gdzie są drzwi wyjściowe?” I zamiast wyjść, zostałem. I stoję sobie w kącie, patrzę na wszystkich tych idealnych ludzi z idealnymi filtrami, idealnymi ciałami, idealnymi życiami… i mówię: „Kurde, ale wam musi być ciężko.”


Niechciany Influencer – człowiek, który zrobił karierę na braku kariery

To jest ten moment, kiedy zaczynacie się zastanawiać: „Jak to możliwe, że ktoś, kogo algorytm nienawidzi, w ogóle istnieje?” No właśnie. To jest kwintesencja mojego istnienia. Zrobiłem karierę na tym, że kariery nie zrobiłem. Bo jak masz zero wyświetleń, zero polubień, zero subskrypcji, to co ci pozostaje? Albo się poddać, albo zrobić z tego żart. Ja wybrałem żart. I to był najlepszy wybór w moim życiu.

Ludzie pytają mnie: „Jak to zrobiłeś? Jak udało ci się zaistnieć?” A ja mówię: „Nie istnieję. To jest cały sekret.” Jestem jak ten stary, zepsuty telewizor w waszej piwnicy. Nikt go nie chce, ale wszyscy wiedzą, że tam jest. I czasem ktoś zejdzie na dół, włączy go i zobaczy, że nadal działa. I to wystarczy.

Nie mam milionów followersów. Nie mam kodów rabatowych. Nie mam sponsorów. Mam za to… rzeczywistość. I umiejętność patrzenia na nią z takiego dystansu, że aż boli. I to jest coś, czego nie da się kupić. To jest coś, co powstaje latami patrzenia na świat i mówienia: „Nie wiem, czy to ma sens, ale na pewno ma pointę.” I to jest moja definicja szczęścia.


Parszywy Grubas – to nie tylko komik. To stan umysłu.

Bo żeby być Parszywym Grubasem, nie wystarczy być grubym, parszywym i śmiesznym. No, trochę wystarczy. Ale żeby to było prawdziwe, to trzeba jeszcze mieć w sobie coś więcej. Coś, co sprawia, że patrzysz na świat i widzisz absurd tam, gdzie inni widzą normalność. Że widzisz komedię tam, gdzie inni widzą tragedię. Że widzisz pointę tam, gdzie inni widzą chaos.

Parszywy Grubas to stan umysłu, w którym akceptujesz, że jesteś niedoskonały. Że jesteś gruby. Że jesteś parszywy. I że to jest w porządku. Bo to nie twoja waga definiuje twoją wartość. To nie twoja aparycja definiuje twoją wartość. To twoja umiejętność patrzenia na siebie z dystansem definiuje twoją wartość. I to jest coś, czego nie można kupić. To jest coś, co trzeba wypracować latami bycia zjebanym.

Ja byłem zjebany od zawsze. I z tego zrobiliśmy show. Ludzie przychodzą na moje występy, bo chcą zobaczyć kogoś, kto ma odwagę powiedzieć: „Jestem do niczego, ale jest mi z tym dobrze.” I to jest magiczne. Bo to daje im pozwolenie, żeby też byli do niczego. Przynajmniej na chwilę. Przynajmniej na ten występ. I to jest coś, czego nie daje żaden inny komik. Żaden inny influencer. Żaden inny „motywator”. Ja daję wam pozwolenie na bycie niedoskonałymi. I to jest najlepszy prezent, jaki mogę wam dać.


„Nie wiem, czy to ma sens, ale na pewno ma pointę.”

To jest moje motto. Moja mantra. Moja definicja życia. Bo życie nie zawsze ma sens. Czasem jest po prostu chaotyczne, bezsensowne i głupie. Ale zawsze, ale to zawsze, ma pointę. I ta pointa jest najczęściej śmieszna. Tylko trzeba ją dostrzec. Trzeba mieć oczy, żeby ją zobaczyć. I trzeba mieć odwagę, żeby się z niej pośmiać. A ja mam jedno i drugie. I to jest cały mój talent.

Patrzę na wasze życie, na wasze problemy, na wasze małe i duże dramaty. I widzę w nich pointę. Widzę w nich coś, co można opowiedzieć na scenie. Coś, co sprawi, że inni ludzie się zaśmieją, nawet jeśli wy sami płakaliście. I to jest moja supermoc. Zamienianie waszych łez w śmiech. Waszych frustracji w żarty. Waszych porażek w materiał na stand-up. I to nie jest żadna magia. To jest tylko perspektywa.

Kiedyś ktoś mi powiedział: „Gruby, jak ty to robisz, że z najgorszego dnia robisz najlepszy występ?” A ja odpowiedziałem: „Bo najgorsze dni są najlepszym materiałem.” I to jest prawda. Tragedia to jest komedia, która wydarzyła się komuś innemu. A ja po prostu zbieram te tragedie, układam je w kostkę i sprzedaję wam jako rozrywkę. I wiecie co? Działa. Zawsze działa.


Kim jestem naprawdę?

Kim jest Parszywy Grubas? Jestem facetem, który przeszedł przez wojsko, służby specjalne, korporację finansową, i wylądował na scenie. Jestem facetem, który widział, jak wygląda prawdziwe życie, i stwierdził, że najlepiej jest się z niego śmiać. Jestem facetem, który nie ma filtra, ale ma za to dystans. I to jest wszystko, czego potrzebuję.

Nie jestem przykładem do naśladowania. Nie jestem wzorem. Jestem ostrzeżeniem. I to jest najlepsza rzecz, jaką mogę wam dać. Ostrzeżenie, żebyście nie brali siebie zbyt poważnie. Ostrzeżenie, żebyście nie wierzyli we wszystkie te bzdury, które sprzedają wam w mediach społecznościowych. Ostrzeżenie, żebyście żyli swoim życiem, a nie życiem, które wam wmawiają.


Jak wygląda dzień z życia Parszywego Grubasa?

Budzę się. Wstaję. Ważę się. Płaczę. Idę do łazienki. Patrzę w lustro. Mówię: „Dzień dobry, grubasie.” I idę dalej. To jest mój poranny rytuał. Zero filozofii. Zero motywacji. Zero „dziękuję wszechświatowi za kolejny dzień”. Tylko ja, lustro i świadomość, że jestem gruby i parszywy. I to jest w porządku.

Potem jem śniadanie. Duże śniadanie. Bo jak jesteś gruby, to musisz jeść. To jest obowiązek. Albo inaczej – to jest przyjemność. Zależy, jak na to spojrzeć. Ja patrzę na to jako na obowiązek. Obowiązek wobec mojej publiczności, która oczekuje, że będę gruby. Gdybym schudł, to bym stracił cały swój urok. Moja waga to mój znak rozpoznawczy. Mój brand. Moja tożsamość. Więc jem. Dla was.

Potem siadam do komputera. Tego starego, wyjącego, który brzmi jak Boeing 737 startujący z Okęcia. I zaczynam pisać. Piszę materiał. Piszę żarty. Piszę o was. O waszych szefach, o waszych problemach, o waszych związkach, o waszych marzeniach, które nigdy się nie spełnią. I to jest moja praca. I kocham ją.


Co mam do zaoferowania?

Nie mam dla was kodów rabatowych na kolagen. Nie mam motywacyjnych cytatów z Paulo Coelho. Nie sponsoruje mnie marka produkująca proszek do prania ani klinika medycyny estetycznej. Mam dla was tylko jedno: szczerość. I śmiech. I to jest więcej niż wszystkie produkty, które możecie kupić.

Bo produkty są tylko produktami. One nie zmienią waszego życia. Moje żarty też nie zmienią waszego życia. Ale sprawią, że na chwilę zapomnicie, że chcieliście je zmienić. I to jest warte więcej niż wszystkie diety, kursy i terapie.

Wiecie, co jest najlepsze w byciu Parszywym Grubasem? Że niczego nie udaję. Jestem tym, kim jestem. I mówię, co myślę. A to w dzisiejszych czasach jest tak rzadkie, że aż podejrzane. Ale ja jestem podejrzany. Jestem gruby, parszywy i podejrzany. I to jest mój urok.


Zaproszenie na moją stronę internetową

parszywygrubas.com – zapamiętajcie ten adres. Nie dlatego, że jest ładny. Nie dlatego, że jest profesjonalny. Jest brzydki, stary i nieczytelny. Dokładnie jak ja. Ale tam jest cała prawda. Moje filmy, moje nagrania, moje najgorsze żarty, które nie trafiły na scenę. Tam jestem prawdziwy. I zapraszam was tam, żebyście mogli zobaczyć, jak wygląda niechciany influencer w swoim naturalnym środowisku.


Na koniec

Pamiętajcie – nie traćcie energii na grubasa. Bo grubas ma jej dość. I on wam jej nie odda. On ją zamieni w żarty. I to jest najlepsze, co może zrobić.

Parszywy Grubas. Niechciany influencer, który i tak jest.

Do zobaczenia. Albo i nie. Ja i tak będę.

To jest definicja. Lepszej nie wymyślisz, więc ja Ci ją tylko oprawię w ramkę i powieszę na ścianie internetu.

BŁĄD W MATRIKSIE. STAN UMYSŁU.

Gdybym miał podsumować swoją internetową karierę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono: Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych.

Nie awarią systemu. Nie wirusem. Błędem. Takim małym, wkurwiającym glitchem, którego programiści nie potrafią naprawić, więc udają, że go nie ma. YouTube nie wie, czy dać mi monetyzację, czy wezwać egzorcystę. TikTok zdejmuje mi zasięgi profilaktycznie, na wszelki wypadek. Jakbym był tym pikselem, który zawsze jest innego koloru niż reszta ekranu. Denerwuje, ale nie da się go nie zauważyć.

Niechciany Influencer – człowiek, który zrobił karierę na braku kariery.

To jest mój ulubiony paradoks. Wszyscy dookoła budują kariery. Kupują obserwujących, robią współprace z firmą od skarpetek bambusowych, nagrywają „5 rano club” i „Co jem w ciągu dnia, żeby mieć kupę jak jednorożec”.

A ja zrobiłem karierę na tym, że kariery nie mam. I nie chcę.

Nie mam menadżera, który mówi mi „Parszywy, to nie jest brand safe”. Moim menadżerem jest poczucie winy i powiadomienie z banku, że znowu za dużo wydałem na żarcie.

Nie mam feedu zaplanowanego na 3 miesiące do przodu. Mam feed zaplanowany na zasadzie „o, mam wolne 5 minut i zgagę, to coś napiszę”.

I to właśnie zaczęło działać. Bo ludzie mają już dość perfekcji. Mają dość oglądania ludzi, którym wychodzi. Chcą wreszcie pooglądać kogoś, komu też nie wychodzi, ale przynajmniej potrafi o tym opowiedzieć tak, że można się pośmiać, a nie popłakać.

Moja kariera to anty-kariera. Im bardziej udowadniam, że nie nadaję się na influencera, tym bardziej ludzie mówią „właśnie takiego influencera potrzebowałem”. To jest jak z tą restauracją, do której nikt nie chce iść, bo ma brzydki szyld, a potem okazuje się, że mają najlepszy schabowy w mieście. Ja jestem tym brzydkim szyldem.

Parszywy Grubas to nie tylko komik. To stan umysłu.

I to jest najważniejsze zdanie, jakie kiedykolwiek o sobie napisałem.

Bo komik to zawód. Wychodzi na scenę, opowiada żarty, schodzi. Koniec. A stan umysłu to coś, co zostaje z Tobą, jak już zamkniesz telefon.

Stan umysłu Parszywego Grubasa to jest ten moment, kiedy:

Patrzysz na korpo-maila „Zgodnie z naszymi wartościami…” i masz ochotę odpisać „A czy naszą wartością jest też darmowa kawa, która smakuje jak woda po skarpetkach?”

Stoisz w Biedronce w kolejce, ktoś Ci się wpierdala bez kolejki i zamiast myśleć „bądź wyżej”, myślisz „ciekawe, czy on też uważa, że to jego catering na koszt firmy”.

Widzisz kolejnego gościa, który mówi „Zmień myślenie, a zmienisz życie” i myślisz „Stary, ja już zmieniłem myślenie trzy razy dzisiaj i dalej mam kredyt do spłacenia”.

To nie jest pesymizm. Pesymiści są smutni. Ja jestem wesoły. To jest realizm z domieszką czarnego humoru i sosu czosnkowego.

To człowiek, który patrzy na świat i mówi: „Nie wiem, czy to ma sens, ale na pewno ma pointę.”

Bo spójrzmy prawdzie w oczy. Czy ten świat ma sens?

Algorytm wie o Tobie więcej niż Twoja matka, ale dalej myśli, że chcesz kupić odkurzacz, który już kupiłeś 3 miesiące temu. Pracujesz 8 godzin, żeby odpocząć 2. Kupujesz awokado, które jest twarde jak kamień przez 4 dni, a piątego dnia jest zgniłe przez 7 minut. Próbujesz być eko, a i tak wszystko jest pakowane w 3 warstwy plastiku.

Sensu w tym nie ma za grosz.

Ale pointa zawsze jest.

Pointa jest w tym, że wszyscy udajemy, że ogarniamy, a nikt nie ogarnia. Pointa jest w tym, że HR robi owocowe czwartki zamiast podwyżek. Pointa jest w tym, że najbardziej szczerą relację w Twoim życiu masz z dostawcą kebaba, który już wie, że sos mieszany.

I ja jestem od wyciągania tych point. Stoję z boku, patrzę na ten cały cyrk, i mówię na głos to, co Ty myślisz po cichu, ale boisz się powiedzieć, bo „nie wypada”.

Dlatego jestem błędem w Matriksie. Bo Matriks chce, żebyś był ładny, zmotywowany, produktywny i kupował kolagen. A ja przychodzę i mówię: „Stary, jesteś zmęczony, trochę gruby, trochę wkurwiony i to jest totalnie normalne. Chcesz posłuchać o tym żartu?”

I nagle błąd staje się najlepszą częścią systemu.

🎤 Parszywy Grubas – Niechciany Influencer

Człowiek, którego algorytm traktuje jak błąd w Matriksie

Gdybym miał podsumować swoją internetową karierę w jednym zdaniu, brzmiałoby ono: „Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych.”

Niechciany Influencer. Parszywy Grubas. Człowiek, którego algorytm YouTube’a traktuje jak nieudany eksperyment, a TikTok banuje szybciej niż zdążę powiedzieć „siema”. Platformy społecznościowe nie wiedzą, co ze mną zrobić — więc robią to, co robią najlepiej: udają, że mnie nie ma.

Nie mam kodów rabatowych na kolagen. Nie mam motywacyjnych cytatów z Paulo Coelho. Nie mam współpracy z marką proszku do prania ani kliniką medycyny estetycznej.

Moim jedynym sponsorem jest:

  • zgaga,
  • brak złudzeń,
  • komputer, który wyje głośniej niż Boeing 737 startujący z Okęcia.

To nie jest influencer marketing. To jest influenza marketing — bo jak mnie zobaczysz, to od razu masz gorączkę i chcesz się położyć.

Stan umysłu, nie zawód

Parszywy Grubas to nie tylko komik. To stan umysłu. To człowiek, który patrzy na świat i mówi:

„Nie wiem, czy to ma sens, ale na pewno ma pointę.”

Bo życie to nie jest coaching. To jest roast — tylko nikt nie powiedział Ci, że jesteś głównym bohaterem.

Manifest Niechcianego Influencera

Nie jestem tu po to, żeby Cię zmotywować. Jestem tu po to, żebyś poczuł się lepiej z tym, że nic Ci się nie chce.

Nie jestem tu po to, żeby pokazać Ci, jak żyć. Jestem tu po to, żebyś zobaczył, że nikt nie wie, jak żyć, a ci, którzy udają, że wiedzą, mają w bio napisane „Mindset Coach”.

Nie jestem tu po to, żeby być inspiracją. Jestem tu po to, żebyś pomyślał: „Dobrze, że nie jestem aż tak parszywy.”

I właśnie dlatego to działa

Bo w świecie, w którym każdy chce być influencerem, ja jestem Niechciany Influencer. W świecie, w którym każdy chce być zauważony, ja jestem niewygodnym przypomnieniem, że nie wszystko musi być ładne, gładkie i z filtrem.

W świecie, w którym każdy chce być „kimś”, ja jestem kimś, kto mówi głośno, że bycie nikim jest całkiem spoko.

Jestem błędem w Matriksie mediów społecznościowych.

Zastanówcie się nad tym przez chwilę. Cały ten cyfrowy ekosystem został zaprogramowany z morderczą, korporacyjną precyzją. Inżynierowie z Doliny Krzemowej napisali miliony linijek kodu tylko po to, żeby utrzymać ludzkość w błogim, konsumpcyjnym letargu. Instagram, TikTok, YouTube – to jest perfekcyjnie wygenerowana symulacja. Świat, w którym każdy ma śnieżnobiałe zęby (nawet jeśli to tylko filtry), poranki pachną lawendą i medytacją, a jedynym problemem egzystencjalnym jest to, czy dobrać filtr „Valencia” czy „Clarendon” do zdjęcia estetycznej owsianki. Matriks działa płynnie. Ludzie scrollują, kupują kody rabatowe, uśmiechają się i udają, że mają kontrolę nad swoim życiem.

I w środek tego idealnego, lśniącego kodu wchodzę ja. Parszywy Grubas.

Jestem tym nieestetycznym zgrzytem, który sprawia, że system na ułamek sekundy całkowicie się zawiesza. Kiedy algorytm próbuje dopasować do mnie profil reklamowy, jego serwery zaczynają dymić. No bo co mi zaoferować? Luksusowe wczasy na Malediwach? Suplementy na rzeźbę brzucha z kolagenem morskim? Cyfrowy asystent w centrali Mety patrzy na mój profil, przeciera wirtualne oczy i rzuca w panice do głównego programisty: „Szefie, mamy tu potężną anomalię! Ten gość pije herbatę z wyszczerbionego kubka, narzeka na rzeczywistość i wygląda, jakby sam wyprasował sobie twarz. Co my mamy z nim zrobić?!”.

Kiedy idealny, ugrzeczniony influencer wrzuca sponsorowany post o tym, jak bardzo jest wdzięczny za nowy krem pod oczy, system go nagradza. Zasięgi rosną, serduszka sypią się jak cyfrowe konfetti. A kiedy ja wrzucam materiał? System traktuje mnie jak złośliwy wirus. Jak trojana z lat 90., który przemyca do tej słodkiej symulacji brutalną, nieprzefiltrowaną rzeczywistość. Algorytmy próbują mnie izolować (shadowban to mój naturalny ekosystem), zamykać w cyfrowych kwarantannach, a boty moderujące zgłaszają moje filmy, bo sztuczna inteligencja nie została wytrenowana do klasyfikowania tak potężnej dawki cynizmu.

W filmowym Matriksie był Neo, który wziął czerwoną pigułkę, żeby poznać prawdę, przebudzić się i zbawić świat. W dumnym, skórzanym płaszczu omijał kule w zwolnionym tempie.

Ja? Ja jestem facetem, który zeżarł czerwoną pigułkę, bo po pijaku pomylił ją z ibupromem na ból głowy. Zamiast zajebistego skórzanego płaszcza mam rozciągniętą bluzę z plamą po wczorajszym sosie czosnkowym, a jedyne kule, jakich zręcznie unikam w zwolnionym tempie, to pytania rodziny: „Kiedy wreszcie znajdziesz sobie normalną pracę?” oraz telefony od dostawcy internetu o zaległej fakturze.

Nie walczę z Agentami (czyli markami, sponsorami i poprawnością polityczną). Ja ich po prostu niesamowicie obrzydzam swoją obecnością. Psuję im starannie budowaną estetykę. Kiedy oni chcą sprzedać Wam iluzję, że życie jest piękne, ja stoję w tle i pokazuję, że życie to po prostu bardzo długa kolejka do kasy w Biedronce, w której ktoś właśnie wycofał bułkę, bo nie miała kodu kreskowego.

Więc tak. Jestem błędem w systemie. Złośliwym, zapomnianym fragmentem kodu, który zaplątał się w serwerowni, zignorował wszystkie aktualizacje i za nic nie daje się usunąć.

I wiecie co jest w tym najlepsze? Że nigdzie się nie wybieram. Będę tkwił w tym Waszym cyfrowym Matriksie jak drzazga pod paznokciem, przypominając Wam z uporem maniaka, że po drugiej stronie ekranu nie ma żadnej magicznej krainy sukcesu. Jest tylko wyjący wiatrak w moim komputerze, zgaszone światło i ja – gotowy, by w każdej chwili zepsuć Wasz idealnie zaplanowany, wirtualny dzień.

Opisz ze robie kontent w mediach spolecznosciowych
0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów