Konrad Wiśniewski, scenicznie Parszywy Grubas Tel: 570 933 114 / 534 665 288 | Mail: pan.konradwisniewski@gmail.com Instagram: @parszywy_grubas | WWW: parszywygrubas.com
Rozdział 1: Kim jestem i co dokładnie robię
Nazywam się Konrad Wiśniewski, ale na scenie i w internecie znacie mnie jako Parszywego Grubasa. Robię imprezy firmowe. Nie w sensie – organizuję catering i DJ-a. W sensie – wchodzę na scenę z mikrofonem, mówię przez pół godziny albo godzinę, a Wasza sala, która pół godziny wcześniej wyglądała jak zebranie zarządu w dniu ogłoszenia zwolnień grupowych, zaczyna się śmiać, luzować i wreszcie przestaje patrzeć na zegarek.
To jest moja praca od osiemnastu lat. Nie od wczoraj. Nie od jakiegoś kursu online „jak zostać komikiem w trzydzieści dni”. Osiemnaście lat sceny, ponad dwadzieścia pięć nagród komediowych, występy w telewizji, w TVP2, i setki imprez firmowych – od kameralnych dwudziestoosobowych integracji w sali konferencyjnej po gale na tysiąc osób w hali, gdzie mikrofon trzeba było mieć naprawdę dobry, żeby dotarł do ostatniego rzędu.
Robię to, bo to jest jedyna rzecz, którą naprawdę potrafię robić lepiej niż przeciętny człowiek – patrzeć na absurdy świata korporacyjnego i nazywać je po imieniu, w sposób, który rozśmiesza zarówno stażystę, jak i prezesa siedzącego w pierwszym rzędzie z założonymi rękami, myślącego, że go nic nie zaskoczy.
Rozdział 2: Skąd się to wzięło – trzy życiorysy, które dają mi materiał
Większość komików ma jeden życiorys. Ja mam trzy, i to jest moja przewaga, której nie da się podrobić ani skopiować z internetu.
Pierwszy życiorys to wojsko. Wiem, co to rozkaz. Wiem, co to musztra. Wiem, co to malowanie trawy na zielono, bo akurat jedzie generał na inspekcję. Kiedy mówię o tym ze sceny, każdy facet na sali, który kiedykolwiek miał do czynienia z jakąkolwiek hierarchią, od razu ma flashbacki – może nie z wojska, ale z pracy, gdzie też się maluje trawę na zielono przed wizytą zarządu z centrali.
Drugi życiorys to służby specjalne. Wiem, co to stres, co to tajemnica, co to bycie niewidzialnym w tłumie, nawet w Biedronce o osiemnastej, kiedy kolejka do kasy jest dłuższa niż lista priorytetów na kwartał. Ten życiorys daje mi coś, czego nie ma żaden inny komik w Polsce – umiejętność mówienia o obserwacji, dyskrecji i czujności w sposób, który jest zarówno śmieszny, jak i autentyczny.
Trzeci życiorys to korporacja finansowa. Pracowałem w korpo. Wiem, co to KPI. Wiem, co to synergia. Wiem, co to agile, kiedy nikt tak naprawdę nie wie, co to agile, ale wszyscy używają tego słowa na każdym spotkaniu. Wiem, co to Teamsy, które się zawieszają dokładnie wtedy, kiedy prezes zaczyna mówić coś ważnego. Wiem, co to maile wysyłane o dwudziestej trzeciej czterdzieści siedem z dopiskiem „pilne, proszę o odpowiedź do jutra rana”. Wiem, co to owocowe czwartki bez owoców, bo budżet na owoce poszedł na „inne priorytety strategiczne”. Wiem, co to spotkanie o spotkaniu, które ma zaplanować kolejne spotkanie.
Kiedy mówię o korpo ze sceny, nie czytam z internetu, nie kopiuję cudzych żartów, nie recytuję memów, które widzieliście już sto razy. Mówię prawdę, moją własną, przeżytą prawdę. I dlatego śmieje się stażysta, który dopiero wchodzi w ten świat, i śmieje się prezes, który w tym świecie siedzi już dwadzieścia lat i doskonale wie, o czym mówię, bo sam to wszystko przeżył, tylko nigdy nie miał odwagi powiedzieć tego głośno na mikrofonie przed całą firmą.
Rozdział 3: Dlaczego w ogóle robię imprezy firmowe
Mógłbym robić tylko kluby komediowe, tylko własny kanał w internecie, tylko filmiki na Instagramie. Ale imprezy firmowe to jest coś, co daje mi szczególną satysfakcję, bo widzę efekt na żywo, natychmiast, na twarzach ludzi, którzy przyszli zmęczeni po kwartale pełnym tabelek, raportów i telefonów o „pilnych sprawach”, które i tak mogły poczekać do poniedziałku.
Widzę, jak ktoś siedzi z rękami skrzyżowanymi na piersi, z miną mówiącą „no dobra, zobaczymy, co ten grubas ma do powiedzenia”, a po dziesięciu minutach ta sama osoba śmieje się tak mocno, że musi odstawić drinka, żeby się nie zakrztusić. To jest moja nagroda. Nie oklaski, nie zdjęcia po występie, tylko ten moment, kiedy widzę, jak sceptyk zamienia się w kogoś, kto naprawdę dobrze się bawi.
Robię imprezy firmowe też dlatego, że to jest wyzwanie zupełnie inne niż klub komediowy. W klubie ludzie przyszli po to, żeby się śmiać, więc już są nastawieni pozytywnie. Na imprezie firmowej ludzie przyszli, bo musieli, bo to jest obowiązkowa integracja, bo szef powiedział, że obecność jest „mile widziana”, co w korporacyjnym języku oznacza „obowiązkowa pod groźbą złej opinii”. Muszę więc przekonać do siebie salę, która wcale nie jest nastawiona entuzjastycznie, i to jest sztuka, którą doskonaliłem przez osiemnaście lat.
Rozdział 4: Jak wygląda mój dzień przed występem firmowym
Dzień przed dużym firmowym eventem wygląda inaczej niż zwykły dzień. Zaczynam od przypomnienia sobie briefu, który dostałem od organizatora – kim są ludzie na sali, jaka jest branża, jakie są wewnętrzne żarty firmy, kim jest szef, jak nazywa się dział, który wszyscy lubią sobie podśmiewywać. To jest research, który robię zawsze, bo generyczny żart o korpo jest dobry, ale spersonalizowany żart o konkretnej firmie, o konkretnym dziale, o konkretnej sytuacji, którą zna cała sala – to jest coś, co zapada w pamięć na miesiące.
Sprawdzam materiał techniczny – mikrofon bezprzewodowy, oświetlenie sceniczne, sprawdzam, czy organizator zapewnił to, co potrzebuję, bo nie mam ridera na dziesięć stron z listą życzeń jak niektórzy artyści. Potrzebuję mikrofonu, trochę światła i sali, w której ludzie mnie widzą i słyszą. Cała reszta to dodatki.
Przeglądam swój materiał, dostosowuję kolejność żartów do specyfiki wydarzenia – inaczej otwieram set na gali podsumowującej rok, inaczej na firmowej wigilii, inaczej na pikniku plenerowym, gdzie ludzie stoją, trzymają talerze z jedzeniem i nie do końca skupiają uwagę, bo w tle ktoś gra w siatkówkę.
Wieczorem przed występem staram się nie myśleć o niczym innym. To jest rytuał, który wypracowałem przez lata – wyciszenie, koncentracja, przypomnienie sobie, dlaczego to robię i dla kogo. Bo mimo osiemnastu lat na scenie, każdy występ to wciąż nowe wyzwanie, nowa sala, nowi ludzie, nowa energia, którą trzeba wyczuć i dopasować się do niej w pierwszych minutach.
Rozdział 5: Formaty, które oferuję
Robię pięć głównych formatów na imprezy firmowe, bo każda impreza jest inna i wymaga innego podejścia.
Stand-up trzydzieści minut. To mój bestseller na gale i wigilie firmowe. Trzydzieści minut stuprocentowo autorskiego materiału, podanego czysto, inteligentnie, z interakcją z publicznością. To jest format, który sprawdza się na podsumowaniach roku, jubileuszach, konferencjach – tam, gdzie chcecie solidnej porcji rozrywki, ale niekoniecznie na całą noc. Sala płacze ze śmiechu, a dział HR, który zwykle najbardziej się stresuje, czy występ będzie „bezpieczny”, może spokojnie wypić swojego drinka.
Stand-up piętnaście minut. To szybki strzał, idealny na gale z wieloma atrakcjami, gdzie mój występ jest przerywnikiem między przemówieniami zarządu, wręczeniem nagród czy prezentacją wyników. Wchodzę, rozrywam salę, schodzę. Ludzie od razu mają lepszy humor na kolejną część wieczoru.
Headliner, czterdzieści pięć do sześćdziesięciu minut. To dla firm, które chcą, żebym był głównym punktem wieczoru. Pełny show, pełna energia, pełne zaangażowanie z mojej strony i z Waszej strony jako publiczności.
Prowadzenie plus stand-up. W tym formacie prowadzę całą imprezę jako konferansjer, ale z jajami, nie jako sztywny facet w garniturze odczytujący z kartki nazwiska laureatów. Wplatam swój set, trzymam energię przez cały wieczór, dbam o to, żeby nie było nudnych momentów między jedną atrakcją a drugą.
Roast firmowy albo roast szefa. To jest format, który wymaga najwięcej przygotowania, ale daje najwięcej satysfakcji. Dostaję od organizatora dziesięć faktów o firmie, o szefie, o zespole, i robię z tego materiał, którego nie znajdziecie na YouTube, bo powstaje specjalnie dla Was. To jest ten rodzaj występu, o którym ludzie rozmawiają jeszcze trzy miesiące po imprezie, opowiadając nowym pracownikom „musisz zobaczyć, co on wtedy powiedział o naszym dziale sprzedaży”.
Rozdział 6: Jaki to jest rodzaj humoru
Podstawowy wariant, który oferuję na firmówki, to sto procent clean comedy. Bez przekleństw, bez polityki, bez tematów seksualnych, bez obrażania konkretnych osób w sposób, który mógłby kogoś realnie zranić. To jest humor bezpieczny dla zarządu, bezpieczny dla działu HR, bezpieczny nawet dla klienta z zagranicy, który może być zaproszony na Waszą galę i niekoniecznie zrozumie polskie realia korporacyjne, ale na pewno zrozumie uniwersalny absurd biurowego życia.
Mam też wersję ostrzejszą, którą nazywam blue albo black, dla imprez bardziej luzackich – wieczorów kawalerskich, afterparty, mniej formalnych spotkań, gdzie organizator wie, że publiczność oczekuje mocniejszych tekstów i nie ma dzieci ani teściowej w pierwszym rzędzie.
Mój styl to humor obserwacyjny, absurd, storytelling, deadpan, autoironia i mocna interakcja z publicznością. Nie przebieram się. Nie śpiewam. Nie robię sztuczek magicznych ani nie tańczę. Jeden mikrofon, ja, i sala. To wystarczy, jeśli materiał jest dobry, a mój materiał jest dobry, bo pracuję nad nim od osiemnastu lat.
Rozdział 7: Jak wygląda przygotowanie materiału pod konkretną firmę
Każdy występ firmowy piszę osobno, dopasowany do branży i specyfiki klienta. Nie mam jednego uniwersalnego seta, który powielam na każdej imprezie – to byłoby nieuczciwe wobec Was i szybko by się wyczerpało.
Kiedy firma z branży IT zamawia u mnie występ, przygotowuję materiał o deadline’ach, które zawsze są „na wczoraj”, o code review, które trwa dłużej niż samo pisanie kodu, o sprintach, które nigdy się nie kończą, mimo że nazywają się sprintami, sugerując coś szybkiego.
Kiedy zamawia firma z branży finansowej, mówię o excelach, które mają więcej zakładek niż sensownych danych, o audytach, które budzą większy strach niż wizyta u dentysty, o prezentacjach dla zarządu, w których trzeba pokazać wzrost, nawet jeśli wzrost istnieje tylko w wyobraźni działu marketingu.
Kiedy zamawia firma budowlana, mówię o terminach, które przesuwają się częściej niż pogoda w kwietniu, o inspektorach, którzy przyjeżdżają zawsze w najgorszym możliwym momencie, o materiałach budowlanych, które są „w drodze” od trzech tygodni.
Kiedy zamawia firma farmaceutyczna, mówię o procedurach, które mają więcej stron niż niejedna powieść, o zgodności z regulacjami, która wymaga podpisu siedmiu osób, zanim można kupić nowy długopis do biura.
To personalizowanie materiału zajmuje czas, ale to jest różnica między występem, który jest ogólnie śmieszny, a występem, który sprawia, że cała sala patrzy po sobie i myśli „on właśnie opisał dokładnie to, co dzieje się u nas”.
Rozdział 8: Roast firmowy – najbardziej wymagający, ale najbardziej pamiętany format
Chcę poświęcić osobny rozdział roastowi firmowemu, bo to jest format, który budzi najwięcej emocji, zarówno przed występem, jak i po nim.
Kiedy firma decyduje się na roast, zwykle organizator jest trochę zdenerwowany. Pyta: „a nie będzie za ostro?” Odpowiadam zawsze tak samo: roast, który robię, jest inteligentny i życzliwy. Nie chodzi o poniżanie kogokolwiek. Chodzi o pokazanie, że firma, zespół, szef, mają dystans do siebie i potrafią się z siebie pośmiać w sposób, który buduje, a nie niszczy.
Proces wygląda tak: dostaję od organizatora dziesięć konkretnych faktów o firmie. Może to być informacja, że dział sprzedaży zawsze spóźnia się na spotkania. Może to być fakt, że prezes ma obsesję na punkcie jednej konkretnej marki kawy i nikt nie odważy się przynieść innej do jego gabinetu. Może to być legenda firmowa o tym, jak ktoś kiedyś wysłał maila do całej firmy zamiast do jednej osoby, ujawniając coś, czego nie powinien.
Z tych faktów buduję materiał, który brzmi jak coś, co mogłoby powstać tylko dla tej konkretnej firmy, bo tak właśnie jest. Efekt jest taki, że ludzie na sali śmieją się nie tylko z ogólnego absurdu korporacyjnego życia, ale z konkretnych sytuacji, które sami przeżyli albo o których słyszeli. To jest poziom zaangażowania, którego nie da się osiągnąć generycznym materiałem kupionym z internetu.
Rozdział 9: Gdzie jeżdżę i jak wygląda logistyka
Bazuję w Warszawie, ale jeżdżę po całej Polsce. Nie ma znaczenia, czy Wasze biuro to szklany wieżowiec w centrum miasta, czy hala produkcyjna gdzieś na obrzeżach, czy sala konferencyjna w hotelu w mniejszej miejscowości. Jeśli macie mikrofon, trochę światła i grupę ludzi gotowych się pośmiać, ja tam przyjadę.
Robię występy dla grup od dwudziestu osób w kameralnej sali restauracyjnej po osiemset osób w dużej hali eventowej. Skala nie robi różnicy w jakości materiału – różnica jest tylko techniczna, bo przy większej sali trzeba mocniejszego nagłośnienia, żeby dotrzeć do ostatniego rzędu, ale energia i jakość żartów pozostają dokładnie takie same.
Logistycznie jestem prosty w obsłudze. Nie mam ridera na dziesięć stron z wymaganiami co do koloru ręczników w garderobie ani konkretnej marki wody mineralnej. Potrzebuję mikrofonu bezprzewodowego, podstawowego nagłośnienia i światła na scenę. Cała reszta to szczegóły, które zwykle każda sala konferencyjna, restauracja czy hotel eventowy ma już na miejscu.
Formalnie działam legalnie – wystawiam fakturę, podpisujemy umowę, wszystko jest przejrzyste i zgodne z przepisami, co doceniają zwłaszcza większe firmy, dla których formalna strona współpracy jest równie ważna jak sam występ.
Rozdział 10: Jak wygląda proces zamówienia
Proces jest prosty i nie ma w nim żadnego menadżera pośredniczącego, z którym trzeba by negocjować przez tydzień, zanim dostaniecie odpowiedź. Piszecie bezpośrednio do mnie – telefon 570 933 114 albo 534 665 288, mail pan.konradwisniewski@gmail.com, albo wiadomość prywatna na Instagramie @parszywy_grubas.
W wiadomości podajecie podstawowe informacje: datę wydarzenia, miasto albo lokalizację, przybliżoną liczbę osób i format, który Was interesuje – piętnaście minut, trzydzieści minut, godzinny headliner, prowadzenie całej imprezy, czy roast firmowy. Odpowiadam tego samego dnia, mówię, czy termin jest wolny, i podaję wycenę.
Po ustaleniu podstaw robimy krótki brief branżowy – zbieram informacje o Waszej firmie, o zespołach, o wewnętrznych żartach, jeśli chcecie, żeby występ zawierał elementy dedykowane specjalnie dla Was. Ustalamy też, czy interesuje Was wersja clean comedy, czy mocniejsza wersja blue, w zależności od charakteru wydarzenia.
Na koniec przyjeżdżam na miejsce, przygotowuję się technicznie, sprawdzam mikrofon i nagłośnienie, i daję show, który zapamiętacie na długo.
Rozdział 11: Cennik i dlaczego warto zapłacić więcej niż amatorowi z internetu
Wiem, że pytanie o cenę jest zawsze pierwsze albo drugie w kolejności po pytaniu o dostępność terminu. Nie ukrywam tego – wycena za występ mieści się w przedziale od trzydziestu do pięćdziesięciu tysięcy złotych, w zależności od formatu, długości, lokalizacji i skali wydarzenia. Dokładną wycenę podaję po rozmowie telefonicznej, kiedy znam wszystkie szczegóły.
Rozumiem, że to nie jest kwota, którą płaci się bez zastanowienia. Ale chcę wyjaśnić, dlaczego warto zainwestować w profesjonalny występ, zamiast szukać kogoś za pięćset złotych, kto obiecuje „śmieszne żarty z internetu” bez żadnego doświadczenia scenicznego.
Po pierwsze, osiemnaście lat na scenie oznacza, że wiem, jak reagować na różne sytuacje – trudną publiczność, problemy techniczne, nieoczekiwane przerwy. Amator, który robi to od roku, może się załamać, kiedy mikrofon przestanie działać albo publiczność będzie chłodna przez pierwsze pięć minut. Ja wiem, jak wyjść z takiej sytuacji, bo widziałem już wszystko.
Po drugie, materiał personalizowany pod konkretną firmę wymaga researchu, czasu i doświadczenia w budowaniu żartów, które trafiają w sedno bez obrażania kogokolwiek. To nie jest coś, co można kupić za pięćset złotych od kogoś, kto ma gotowy zestaw sucharów z internetu.
Po trzecie, profesjonalizm to też pewność, że nic nie pójdzie nie tak w dniu wydarzenia – że przyjadę na czas, że będę przygotowany technicznie, że dostarczę faktury i podpiszę umowę, że cała współpraca będzie przejrzysta i bez niespodzianek.
Nie biorę pięciuset złotych jak amator z TikToka, bo gram raz, a dobrze. Taniej niż myślicie, jeśli porównacie to z efektem, który dostajecie. Drożej niż wstyd przed zarządem, jeśli zaoszczędzicie na komiku, a impreza wypadnie blado.
Rozdział 12: Co mówią firmy po moim występie
Po latach robienia imprez firmowych zebrałem sporo opinii, które słyszę bezpośrednio od organizatorów zaraz po występie, albo które docierają do mnie przez wiadomości kilka dni później, kiedy emocje już opadły, a wspomnienia zostały.
Najczęściej słyszę: „w końcu ktoś powiedział prawdę”. To zdanie pojawia się regularnie, bo ludzie w korporacjach mają mnóstwo frustracji, o których nie mówią głośno, bojąc się konsekwencji albo po prostu nie mając okazji. Kiedy ja mówię o tych samych rzeczach ze sceny, w formie żartu, ludzie czują ulgę, że nie są sami ze swoimi obserwacjami.
Słyszę też: „dawno się tak nie śmialiśmy”. To jest szczególnie satysfakcjonujące, kiedy słyszę to od organizatorów, którzy przed występem byli zestresowani, czy w ogóle się uda, czy publiczność będzie zaangażowana, czy humor będzie odpowiedni.
Słyszę: „to było najlepsze, co mogliśmy zrobić dla ludzi po tym kwartale”. To pokazuje, że mój występ nie jest tylko rozrywką, ale realnym wsparciem dla morale zespołu, który przechodzi przez trudny okres, deadline’y, presję wyników.
I najczęściej słyszę: „proszę wrócić na kolejną imprezę”. To jest chyba najlepsza opinia, jaką mogę dostać, bo oznacza, że nie był to jednorazowy efekt, tylko coś, co firma chce powtarzać.
Rozdział 13: Dla kogo jest ten występ
Mój występ jest dla firm, które mają dystans do siebie. Dla zespołów, które lubią odważny, ale inteligentny humor. Dla organizatorów, którzy chcą dać ludziom coś więcej niż standardowy DJ i catering, coś, co zostanie zapamiętane na długo, a nie zapomniane zaraz po zakończeniu imprezy.
Jest dla firm, które chcą rozluźnić atmosferę po trudnym okresie – po restrukturyzacji, po intensywnym kwartale, po serii deadline’ów, które wyczerpały cały zespół. Jest dla firm, które chcą pokazać swoim ludziom, że potrafią się śmiać z siebie, że kultura organizacyjna nie musi być sztywna i formalna przez cały czas.
Sprawdza się na różnego rodzaju wydarzeniach – imprezach integracyjnych, konferencjach i eventach branżowych, galach firmowych i podsumowaniach roku, jubileuszach firmy, spotkaniach świątecznych, piknikach i wydarzeniach plenerowych, dniach sportu firmowego, eventach dla klientów, otwarciach lokali, premierach produktów.
Nie jest dla firm, które oczekują wyłącznie grzecznościowych, bezpiecznych do bólu żartów bez żadnego pazura. Jeśli szukacie kogoś, kto będzie się bał powiedzieć cokolwiek konkretnego, to nie jestem odpowiednią osobą. Ale jeśli chcecie humoru, który jest bezpieczny dla zarządu i HR, a jednocześnie ma charakter i trafia w sedno – to dokładnie to oferuję.
Rozdział 14: Content z imprezy jako dodatkowa wartość
Poza samym występem scenicznym, mogę też stworzyć content z Waszej imprezy, wykorzystując moje doświadczenie jako twórcy internetowego. Tworzę na co dzień śmieszne filmiki na Instagramie pod adresem parszywy_grubas, i to samo podejście mogę przenieść na Wasze wydarzenie.
Mogę nagrywać krótkie, zabawne wywiady z uczestnikami. Nie klasyczne pytania typu „jak oceniasz imprezę”, tylko coś bardziej angażującego – „kto w tej firmie pracuje najwięcej, a wygląda, jakby nic nie robił”, „kto pierwszy pójdzie na zwolnienie po tej imprezie”, pytania, które od razu wywołują śmiech i budują luźną atmosferę.
Mogę nagrywać spontaniczne scenki, reakcje uczestników, backstage z przygotowań do imprezy, krótkie podsumowanie wydarzenia w formie dynamicznego materiału, który firma może potem wykorzystać w swoich mediach społecznościowych jako Instagram Reel, materiał na TikToka, albo po prostu jako wspomnienie dla pracowników.
To jest połączenie rozrywki na żywo z content marketingiem – firma dostaje nie tylko udany wieczór, ale też materiały, które mogą żyć w internecie długo po zakończeniu imprezy, przypominając wszystkim, jak dobrze się bawili.
Rozdział 15: Firmowa Wigilia, piknik i inne konkretne okazje
Firmowa Wigilia nie musi być sztywna i formalna. Mogę przygotować lekkie, świąteczne pytania i żarty dopasowane do klimatu – kto pierwszy zje wszystkie pierogi, kto dostałby najgorszy prezent od Mikołaja, kto najbardziej udaje, że nie widzi służbowych maili nawet w Wigilię. Świąteczny klimat połączony z humorem i zaangażowaniem uczestników daje gotowy, zapadający w pamięć materiał.
Piknik firmowy daje jeszcze więcej możliwości, bo przestrzeń pozwala na więcej spontaniczności. Mogę robić szybkie wywiady, nagrywać reakcje, tworzyć krótkie filmy z uczestnikami, przygotować zabawne wyzwania i mini konkurencje. Firmowy dzień sportu to podobna okazja – kto jest największym sportowcem, kto przyjechał tylko po medal, kto po pięciu minutach potrzebuje odpoczynku, a kto traktuje firmową konkurencję jak finał igrzysk olimpijskich. Takie sytuacje same proszą się o komentarz.
Event dla klientów wymaga innego podejścia – humor bardziej dopasowany do marki, mniej wewnętrznych żartów firmowych, więcej ogólnego, uniwersalnego absurdu, który bawi zarówno pracowników, jak i gości z zewnątrz.
Rozdział 16: Dlaczego nie jestem kolejnym konferansjerem w garniturze
Nie jestem klasycznym konferansjerem, który formalnie zapowiada kolejne punkty programu z kartką w ręku i sztucznym uśmiechem numer pięć. Moja energia jest inna – bardziej internetowa, bardziej bezpośrednia, bliższa temu, co widzicie w dobrym contencie w mediach społecznościowych, niż temu, co widzicie na sztywnej gali korporacyjnej.
Dzięki temu uczestnicy nie czują, że właśnie zaczyna się kolejny oficjalny punkt konferencji, który trzeba przetrwać. Czują, że wydarzy się coś spontanicznego, nieprzewidywalnego, czego nie da się z góry zaplanować co do sekundy. I to jest dokładnie ten rodzaj energii, który sprawia, że ludzie przestają patrzeć na zegarek.
Rozdział 17: Co może pójść nie tak i jak sobie z tym radzę
Organizacja eventów to zawsze chodzenie po polu minowym technicznym. Nagłośnienie może się zepsuć. Rzutnik może odmówić posłuszeństwa. Internet może paść w najgorszym możliwym momencie. Po osiemnastu latach na scenie nauczyłem się, że każda taka usterka to nie koniec świata, tylko dodatkowy materiał na żarty.
Jeśli mikrofon padnie, potrafię mówić na tyle głośno, żeby dotrzeć do ostatniego rzędu, jednocześnie żartując z samej sytuacji, że oto stoję jak w czasach przed elektrycznością. Jeśli rzutnik z nudną prezentacją o celach na przyszły kwartał odmówi współpracy, traktuję to jako palec boży, przejmuję scenę i ratuję wieczór przed katastrofą nudy, o czym zresztą też mogę zażartować na bieżąco.
Elastyczność i umiejętność improwizacji to coś, czego nie da się nauczyć z podręcznika – to przychodzi z doświadczeniem setek występów w różnych warunkach, na różnych scenach, z różnym sprzętem, czasem lepszym, czasem gorszym.
Rozdział 18: Zaproszenie
Jeśli szukacie komika, który nie zanudzi Waszej firmy i nie zrobi żenady przed prezesem, jestem dokładnie tym, czego szukacie. Osiemnaście lat na scenie, ponad dwadzieścia pięć nagród komediowych, występy w TVP2, setki imprez firmowych od dwudziestu do tysiąca osób, Warszawa i cała Polska.
Tworzę w internecie śmieszne, konkretne i bezkompromisowe filmiki pod adresem @parszywy_grubas, a na żywo jestem dziesięć razy mocniejszy, bo żartuję z Waszej konkretnej firmy, z Waszych konkretnych sytuacji, z Waszego konkretnego działu sprzedaży, który zawsze się spóźnia na spotkania.
Napiszcie: data, miasto, liczba osób, jaki format Was interesuje. Odpowiadam tego samego dnia z informacją o wolnym terminie i wyceną. Telefon 570 933 114 albo 534 665 288, mail pan.konradwisniewski@gmail.com, Instagram @parszywy_grubas, strona parszywygrubas.com.
Rozdział 19: Podsumowanie
Robię imprezy firmowe, bo umiem znaleźć w korporacyjnej rzeczywistości to, co jest w niej absurdalne, śmieszne i uniwersalne, i przekształcić to w materiał, który bawi całą salę, niezależnie od stanowiska, wieku czy stażu pracy. Nie jestem kolejnym punktem programu, który trzeba przetrwać. Jestem tym elementem wieczoru, o którym ludzie będą rozmawiać jeszcze długo po powrocie do biurowej rutyny.
Impreza firmowa może być zwykłym, zapomnianym spotkaniem. Może też stać się wydarzeniem, o którym opowiada się nowym pracownikom przy ekspresie do kawy jeszcze rok później. Wystarczy dodać odpowiedni element.
Parszywy Grubas na Waszą imprezę firmową – bezkompromisowa rozrywka, zero korporacyjnego gadania, sto procent autentycznego śmiechu. Czekam na wiadomość.